|
||||||||||
Przytłaczająca wizja jutra Mad Max, Stalowy świt to filmy do których wracam co jakiś czas i oglądam z łezką w oku. Współczesne kino próbujące pokazywać postapokaliptyczną wizję świata jest po prostu nieudane. Można powiedzieć, że takich filmów już się nie kręci. Dlatego gdy usłyszałem o Księdze ocalenia, do całości projektu podchodziłem z dużą rezerwą. Choć obsada w postaci Denzela Washingtona oraz Garego Oldmana dawała nadzieję, na coś więcej. Był to film który musiałem obejrzeć.
Już pierwsze sceny przytłaczają widza swoim ciężarem. Poznajemy Amerykę jako pustynie: wyludnioną, zdewastowaną, pełną zniszczonych budynków, kraterów po wybuchach, wraków samochodów z których nikt nie miał czasu ani chęci usunąć trupów właścicieli. Kompletna ruina. Wszystko jest w odcieniach szarości, ludzie są brudni, zezwierzęceni, kanibalizm jest na porządku dziennym - jedynym prawdziwym władcą tego kraju jest chaos. Oglądając to, po raz pierwszy od dłuższego czasu, poczułem, że cieszę się, że mieszkam tu i teraz, a nie tam. Wszystko potęguje też fakt, że nie wiemy co tak naprawdę się stało, poza tym, że była jakaś wojna. Niewiadomą jest aktualny rok i co wywołało armagedon. Przeszłość jest zagadką, do tego nieistotną - liczy się tylko teraźniejszość. Należą się za to największe słowa pochwały. Trudno mówić w tym filmie o efektach specjalnych, nie ma ich zbyt wiele jak na współczesne kino. Za to wiele pracy włożono w kostiumy i charakteryzację. Poza małymi wyjątkami większość ludzi pojawiająca się w tym filmie budzi albo odrazę, albo współczucie. Gdybyśmy spotkali na ulicy tak wyglądająca osobę, to większość z nas nawet by się do niej nie zbliżyła. Prawie czuło się smród jaki musieli roztaczać wokół siebie. Kolejny plus. Oczywiście główna para aktorów jest bardzo mocną strona filmu. Denzel Washington nawet wyglądający jak miejscowy żul wzbudza sympatię widza, a Gary Oldman jak mało kto potrafi przeistoczyć się w prawdziwie czarny charakter. Oczywiście w tych kreacjach nie ma nic odkrywczego i żaden z nich nie dostanie za nią Oscara, ale przyjemnie ogląda się prawdziwych artystów przy pracy. Pozostali aktorzy stanowili raczej tło dla owej dwójki i nie ma większego sensu o nich wspominać. Fabuła nie jest już tak mocną stroną jak reszta filmu, jest po prostu przyzwoita. Historia jest prosta ale nie razi w oczy. Wszystko jest z góry określone, przebieg akcji nie odbiega zbytnio od pewnych schematów wykorzystywanych już wcześniej. Scenarzyści garściami czerpali z westernów i azjatyckich filmów o samurajach. To kolejna opowieść drogi o samotnym wędrowcu zmierzającym w nieznane. Tak naprawdę nie zwraca się na to większej uwagi. Po prostu chłoniemy widowisko jakie mamy przed oczyma. Nie jest to kino akcji (i chwała mu za to), ale nie brakuje tam walki wręcz, strzelanin, czy wybuchów. Wszystko zostało dobrze wyważone. Niestety na sam koniec w to wszystko wkrada się zbyt wiele mistycyzmu, aluzji i niedomówień związanych z religią, co zupełnie nie pasuje do wcześniejszej części filmu. Właśnie przez to wychodząc z kina miałem dość mocno mieszane uczucia. Gdyby nie to wychwalałbym twórców pod niebiosa - szczególnie jako fan Falloutów piałbym z zachwytu. W końcu ktoś zrobił prawdziwe postapokaliptyczne i postnuklearne kino. Niesamowity klimat, plastyczność obrazu naprawdę zachwyca, fabuła potrafi zaciekawić, ale jak widać nie można mieć wszystkiego. Hollywood po raz kolejny udowodniło, że jednym małym elementem potrafi w znacznym stopniu zepsuć efekt końcowy. Mimo wszystko warto zobaczyć Księgę ocalenia, film jest naprawdę dobry, choć mógł być rewelacyjny. Tytuł: Księga ocalenia (The Book of Eli) Gatunek: Dramat, Przygodowy, Sci-Fi Rok: 2010 Czas trwania: 118 min. Produkcja: USA Reżyseria: Albert Hughes Dystrybutor: Monolith Films Qrchac Skomentuj | Komentarze (3) | ||||||||||
![]() Wieża Snów |
||||||||||